Nadużycie prawa w świetle rzymskiego prawa prywatnego

«W języku ojczystym słowo „prawo” jest wyjątkowo wieloznaczne. Nawet użycie go w stwierdzeniach: „ma prawo” lub „danej osobie przysługuje prawo do...” tylko w niewielkim stopniu pozwala zawęzić jego zakres i rozumienie. Zwraca się w nich bowiem uwagę na uprawnienia podmiotu, a to i tak niesie w sobie jeszcze przynajmniej dwa aspekty. Z jednej strony oznacza, że obowiązujące regulacje pozwalają na konkretne zachowania. Z drugiej wskazuje, które uprawnienia i w jakim zakresie zostały przyznane. Zgoda, że oba aspekty ściśle łączą się ze sobą, czemu towarzyszy wieloznaczność słowa „prawo”, które trafnie może być z równym powodzeniem stosowane dla każdego z nich. Trudno jest wszelako nie pytać, jaka relacja zachodzi między udzieleniem uprawnienia a samym uprawnieniem o określonej treści. Problem skupia się wokół tego, w jakim stopniu wolno wykonywać to, na co udzielono pozwolenia. Już brzmienie pytania: „czy prawo podmiotu jest w danej dziedzinie nieograniczone?” nasuwa wątpliwości co do absolutnego charakteru wykonywanych uprawnień. Przecież korzystanie z każdego z nich musi znajdować swój kres. Dopuszczalne jest oczywiście twierdzenie przeciwne: jeśli nie sposób udowodnić, że przyznanemu prawu postawiono granice, trzeba uznać, iż nie podlega ono limitom. Zawsze pozostają jednak naturalne ograniczenia – choćby te, przy których dane uprawnienie ulega wyczerpaniu. Przeto pytanie o rozmiar tych ograniczeń stanowi w istocie powrót do postawionego problemu – tyle, że od przeciwnej strony. Nasuwa natomiast podejrzenie, że kres danemu prawu wytyczają nie statyczne, z góry przewidziane granice wynikających zeń uprawnień, lecz dynamika dopuszczalnego korzystania z nich w konkretnym przypadku. Uprawnienie nie będzie przecież wykonywane w próżni. Zostanie poddane oddziaływaniu, a także ocenie ze strony innych uczestników obrotu prawnego. Każda więc refleksja na temat nadużycia prawa będzie próbą uchwycenia, gdzie leży granica, którą przekraczając wychodzi się z obszaru korzystania ze swych uprawnień na teren nadużycia. Powstaje pytanie o prawne tego konsekwencje, które nie muszą się wyłącznie sprowadzać do odszkodowania za skutki nadużycia. Dostrzeżenie nadużycia prawa będzie też sugerować rozbieżność między wykonywaniem uprawnienia a powodem udzielania mu ochrony na płaszczyźnie normatywnej.

 

Gdy stawia się sygnalizowany problem, wobec samego sformułowania „nadużycie prawa” podnoszony bywa zarzut natury logicznej: wykonywanie prawa nie stanowi nadużycia, jeśli zaś do niego dochodzi, trudno już mówić o korzystaniu z uprawnienia. Wydawać by się więc mogło, że gdzie zaczyna się nadużycie, prawo przestaje istnieć, stąd „nadużycie prawa” to contradictio in terminis: przywoływanie bezużytecznej formuły i logomachia. W rzeczywistości jednak prawo nie jest koncepcją absolutną, lecz kategorią względną, cechowaną antynomią wartości. Jako taka ma granice, które czasem wynikają wprost z prawa pozytywnego, czasem dają się wskazać dopiero na podstawie natury uprawnienia. Nie zawsze jednak chodzi wyłącznie o ustalenie czy uprawnienie istniało w danym zakresie. Może powstać pytanie o dopuszczalność sposobu korzystania zeń w konkretnych okolicznościach lub z określoną intencją. Praktyka życia wskazuje, że non omne quod licet honestum est. Powstaje tu oczywiście kwestia kryteriów ocennych. Dalej, istnienie sankcji nie koniecznie będzie miało zasadnicze znaczenie dla stwierdzenia, iż doszło do nadużycia prawa. Nie powinno się wreszcie zapominać o momencie dynamicznym: nie zawsze od razu da się stwierdzić, że działanie jest zgodne z prawem, a więc dozwolone, albo niezgodne z prawem i w konsekwencji niedozwolone. Pozostaje problem kto i na jakim etapie efektywnie orzeka, że konkretne zachowania wyszły poza dopuszczalne korzystanie z danego uprawnienia. W pismach Cycerona znajduje się sformułowanie: summum ius summa iniuria, które wyraża potoczne doświadczenie, że prawo doprowadzone do ekstremum przeradza się w swoje przeciwieństwo. Gdy więc paradoksalnie summum ius okazuje się summa iniuria, wówczas to, czego już się nie uważa za honestum, może przez sędziego zostać uznane za niezgodne z prawem, za czym ewentualnie z czasem pójdzie interwencja prawodawcy. Co wreszcie, jeśli dany porządek prawny nie pretenduje do miana systemu, a powstaje w drodze udzielania podmiotom poszczególnych uprawnień? Wszystko o czym mowa zdaje się przemawiać za praktyczną przydatnością formuły nadużycia prawa.

Wobec złożoności całego zagadnienia, w przedkładanej pracy zaproponowano, aby przyjrzeć się nadużyciu prawa z perspektywy prawa rzymskiego. Czy zasadność podobnego przedsięwzięcia nie budzi zastrzeżeń, skoro mowa o kwestii, którą w istocie podjęto dopiero w XIX wieku? Postawienie pytania o nadużycie prawa, przedstawienie koncepcji czy wypracowanie teorii w tej dziedzinie niewątpliwie należy do osiągnięć prawa prywatnego ostatnich dwustu lat. Jednak we współczesnych porządkach prawnych – mimo przyjęcia w dyskutowanej dziedzinie rozwiązań czy to drogą sądowej interpretacji obowiązujących przepisów, czy to konkretnych regulacji kodeksowych – debaty na temat nadużycia prawa nie milkną. Od końca XIX wieku romaniści żywo się w nie włączali. Różnorodność wyciąganych wniosków wskazywałaby raczej, iż nie udało się jednoznacznie zinterpretować źródeł, a więc poznać rzymskiego punktu widzenia na frapujące naukę i praktykę zagadnienie.

Studium prawa rzymskiego może okazać się przydatne dla współczesnych rozważań, gdyż pozwala spojrzeć na zagadnienie w trzech wymiarach. Po pierwsze, daje współczesnym dyskusjom kontekst prawno-porównawczy przez wskazanie czy i gdzie dostrzegano w Rzymie nadużycie prawa. Prawny geniusz Rzymian ujawniał się w otwartych ideach i choć nie dawał się zamknąć w konstrukcjach dogmatycznych, te jednak stały się jego wyrazem. Warto więc przez analizę źródeł zwrócić uwagę również na konkretne rozwiązania: jakie kroki podjęto, aby przeciwdziałać nadużyciu prawa. Wreszcie badanie rzymskich doświadczeń umieszcza wszystko w perspektywie historycznej i to w podwójnym znaczeniu. Pozwala pokazać, jak w danym momencie historycznym wyglądały poszczególne regulacje. Umożliwia też uchwycenie, w jakich okolicznościach i na jakim etapie rozwoju prawa pojawiały się przejawy sprzeciwu wobec nadużyć.

Doświadczenia prawa rzymskiego wydają się cenne nie tylko dlatego, że wszystko, co istotne w naszej prawnej cywilizacji, tam właśnie wzięło początek. Warto podjąć eksperyment: przejrzeć starożytne źródła, aby dowiedzieć się, co żyjące w odległych czasach, a przy tym prawnie niezwykle rozwinięte społeczeństwo, uznawało za jeszcze dopuszczalne, a kiedy pojawiało się „poczucie”, że w wykonywaniu prawa przekroczono pewne granice. Rzymski przypadek zdaje się ciekawy m.in. dlatego, że na ówczesną jurysprudencję siłą rzeczy nie mogło oddziaływać chrześcijaństwo. Co innego, gdy wziąć pod uwagę całą późniejszą historię naszej cywilizacji prawnej – literatura podkreśla znaczenie ideałów chrześcijańskich dla wsparcia w XIX i XX wieku koncepcji nadużycia prawa i ich upowszechnienia. Tak tedy rzymski przykład jawi się i jako swojski, i jako egzotyczny zarazem. Z pewnością jest też bardziej adekwatny niż odwoływanie się do prawa muzułmańskiego.

Warto zatem zapytać czy Rzymianie dostrzegali nadużycie prawa jako problem i czy znajdą się w ich prawie prywatnym przejawy sprzeciwu wobec nadużywania przez kogoś jego własnych uprawnień. Jakie były przyczyny poszczególnych reakcji na nadużycie prawa? Czy uzyskawszy odpowiedzi na powyższe pytania uda się dokonać uogólnienia: czy wolno będzie mówić w Rzymie o zakazie nadużycia prawa? W rzymskich źródłach prawniczych wydaje się nie brakować świadectw, które wprost sugerowałyby ograniczenia w korzystaniu z własnego prawa.»

(ze Wstępu do książki
Nadużycie prawa w świetle rzymskiego prawa prywatnego, Wrocław2007)

Nadużycie prawa w świetle rzymskiego prawa prywatnego

«W języku ojczystym słowo „prawo” jest wyjątkowo wieloznaczne. Nawet użycie go w stwierdzeniach: „ma prawo” lub „danej osobie przysługuje prawo do...” tylko w niewielkim stopniu pozwala zawęzić jego zakres i rozumienie. Zwraca się w nich bowiem uwagę na uprawnienia podmiotu, a to i tak niesie w sobie jeszcze przynajmniej dwa aspekty. Z jednej strony oznacza, że obowiązujące regulacje pozwalają na konkretne zachowania. Z drugiej wskazuje, które uprawnienia i w jakim zakresie zostały przyznane. Zgoda, że oba aspekty ściśle łączą się ze sobą, czemu towarzyszy wieloznaczność słowa „prawo”, które trafnie może być z równym powodzeniem stosowane dla każdego z nich. Trudno jest wszelako nie pytać, jaka relacja zachodzi między udzieleniem uprawnienia a samym uprawnieniem o określonej treści. Problem skupia się wokół tego, w jakim stopniu wolno wykonywać to, na co udzielono pozwolenia. Już brzmienie pytania: „czy prawo podmiotu jest w danej dziedzinie nieograniczone?” nasuwa wątpliwości co do absolutnego charakteru wykonywanych uprawnień. Przecież korzystanie z każdego z nich musi znajdować swój kres. Dopuszczalne jest oczywiście twierdzenie przeciwne: jeśli nie sposób udowodnić, że przyznanemu prawu postawiono granice, trzeba uznać, iż nie podlega ono limitom. Zawsze pozostają jednak naturalne ograniczenia – choćby te, przy których dane uprawnienie ulega wyczerpaniu. Przeto pytanie o rozmiar tych ograniczeń stanowi w istocie powrót do postawionego problemu – tyle, że od przeciwnej strony. Nasuwa natomiast podejrzenie, że kres danemu prawu wytyczają nie statyczne, z góry przewidziane granice wynikających zeń uprawnień, lecz dynamika dopuszczalnego korzystania z nich w konkretnym przypadku. Uprawnienie nie będzie przecież wykonywane w próżni. Zostanie poddane oddziaływaniu, a także ocenie ze strony innych uczestników obrotu prawnego. Każda więc refleksja na temat nadużycia prawa będzie próbą uchwycenia, gdzie leży granica, którą przekraczając wychodzi się z obszaru korzystania ze swych uprawnień na teren nadużycia. Powstaje pytanie o prawne tego konsekwencje, które nie muszą się wyłącznie sprowadzać do odszkodowania za skutki nadużycia. Dostrzeżenie nadużycia prawa będzie też sugerować rozbieżność między wykonywaniem uprawnienia a powodem udzielania mu ochrony na płaszczyźnie normatywnej.

 

Gdy stawia się sygnalizowany problem, wobec samego sformułowania „nadużycie prawa” podnoszony bywa zarzut natury logicznej: wykonywanie prawa nie stanowi nadużycia, jeśli zaś do niego dochodzi, trudno już mówić o korzystaniu z uprawnienia. Wydawać by się więc mogło, że gdzie zaczyna się nadużycie, prawo przestaje istnieć, stąd „nadużycie prawa” to contradictio in terminis: przywoływanie bezużytecznej formuły i logomachia. W rzeczywistości jednak prawo nie jest koncepcją absolutną, lecz kategorią względną, cechowaną antynomią wartości. Jako taka ma granice, które czasem wynikają wprost z prawa pozytywnego, czasem dają się wskazać dopiero na podstawie natury uprawnienia. Nie zawsze jednak chodzi wyłącznie o ustalenie czy uprawnienie istniało w danym zakresie. Może powstać pytanie o dopuszczalność sposobu korzystania zeń w konkretnych okolicznościach lub z określoną intencją. Praktyka życia wskazuje, że non omne quod licet honestum est. Powstaje tu oczywiście kwestia kryteriów ocennych. Dalej, istnienie sankcji nie koniecznie będzie miało zasadnicze znaczenie dla stwierdzenia, iż doszło do nadużycia prawa. Nie powinno się wreszcie zapominać o momencie dynamicznym: nie zawsze od razu da się stwierdzić, że działanie jest zgodne z prawem, a więc dozwolone, albo niezgodne z prawem i w konsekwencji niedozwolone. Pozostaje problem kto i na jakim etapie efektywnie orzeka, że konkretne zachowania wyszły poza dopuszczalne korzystanie z danego uprawnienia. W pismach Cycerona znajduje się sformułowanie: summum ius summa iniuria, które wyraża potoczne doświadczenie, że prawo doprowadzone do ekstremum przeradza się w swoje przeciwieństwo. Gdy więc paradoksalnie summum ius okazuje się summa iniuria, wówczas to, czego już się nie uważa za honestum, może przez sędziego zostać uznane za niezgodne z prawem, za czym ewentualnie z czasem pójdzie interwencja prawodawcy. Co wreszcie, jeśli dany porządek prawny nie pretenduje do miana systemu, a powstaje w drodze udzielania podmiotom poszczególnych uprawnień? Wszystko o czym mowa zdaje się przemawiać za praktyczną przydatnością formuły nadużycia prawa.

Wobec złożoności całego zagadnienia, w przedkładanej pracy zaproponowano, aby przyjrzeć się nadużyciu prawa z perspektywy prawa rzymskiego. Czy zasadność podobnego przedsięwzięcia nie budzi zastrzeżeń, skoro mowa o kwestii, którą w istocie podjęto dopiero w XIX wieku? Postawienie pytania o nadużycie prawa, przedstawienie koncepcji czy wypracowanie teorii w tej dziedzinie niewątpliwie należy do osiągnięć prawa prywatnego ostatnich dwustu lat. Jednak we współczesnych porządkach prawnych – mimo przyjęcia w dyskutowanej dziedzinie rozwiązań czy to drogą sądowej interpretacji obowiązujących przepisów, czy to konkretnych regulacji kodeksowych – debaty na temat nadużycia prawa nie milkną. Od końca XIX wieku romaniści żywo się w nie włączali. Różnorodność wyciąganych wniosków wskazywałaby raczej, iż nie udało się jednoznacznie zinterpretować źródeł, a więc poznać rzymskiego punktu widzenia na frapujące naukę i praktykę zagadnienie.

Studium prawa rzymskiego może okazać się przydatne dla współczesnych rozważań, gdyż pozwala spojrzeć na zagadnienie w trzech wymiarach. Po pierwsze, daje współczesnym dyskusjom kontekst prawno-porównawczy przez wskazanie czy i gdzie dostrzegano w Rzymie nadużycie prawa. Prawny geniusz Rzymian ujawniał się w otwartych ideach i choć nie dawał się zamknąć w konstrukcjach dogmatycznych, te jednak stały się jego wyrazem. Warto więc przez analizę źródeł zwrócić uwagę również na konkretne rozwiązania: jakie kroki podjęto, aby przeciwdziałać nadużyciu prawa. Wreszcie badanie rzymskich doświadczeń umieszcza wszystko w perspektywie historycznej i to w podwójnym znaczeniu. Pozwala pokazać, jak w danym momencie historycznym wyglądały poszczególne regulacje. Umożliwia też uchwycenie, w jakich okolicznościach i na jakim etapie rozwoju prawa pojawiały się przejawy sprzeciwu wobec nadużyć.

Doświadczenia prawa rzymskiego wydają się cenne nie tylko dlatego, że wszystko, co istotne w naszej prawnej cywilizacji, tam właśnie wzięło początek. Warto podjąć eksperyment: przejrzeć starożytne źródła, aby dowiedzieć się, co żyjące w odległych czasach, a przy tym prawnie niezwykle rozwinięte społeczeństwo, uznawało za jeszcze dopuszczalne, a kiedy pojawiało się „poczucie”, że w wykonywaniu prawa przekroczono pewne granice. Rzymski przypadek zdaje się ciekawy m.in. dlatego, że na ówczesną jurysprudencję siłą rzeczy nie mogło oddziaływać chrześcijaństwo. Co innego, gdy wziąć pod uwagę całą późniejszą historię naszej cywilizacji prawnej – literatura podkreśla znaczenie ideałów chrześcijańskich dla wsparcia w XIX i XX wieku koncepcji nadużycia prawa i ich upowszechnienia. Tak tedy rzymski przykład jawi się i jako swojski, i jako egzotyczny zarazem. Z pewnością jest też bardziej adekwatny niż odwoływanie się do prawa muzułmańskiego.

Warto zatem zapytać czy Rzymianie dostrzegali nadużycie prawa jako problem i czy znajdą się w ich prawie prywatnym przejawy sprzeciwu wobec nadużywania przez kogoś jego własnych uprawnień. Jakie były przyczyny poszczególnych reakcji na nadużycie prawa? Czy uzyskawszy odpowiedzi na powyższe pytania uda się dokonać uogólnienia: czy wolno będzie mówić w Rzymie o zakazie nadużycia prawa? W rzymskich źródłach prawniczych wydaje się nie brakować świadectw, które wprost sugerowałyby ograniczenia w korzystaniu z własnego prawa.»

(ze Wstępu do książki
Nadużycie prawa w świetle rzymskiego prawa prywatnego, Wrocław2007)